[Aparatka] Moja pielęgnacja zębów i jamy ustnej

[Aparatka] Moja pielęgnacja zębów i jamy ustnej
 Witam Was Wszystkich!
Jak pewnie zauważyliście zmieniłam swój szablon na blogu! Mnie się bardzo podoba, a Wam?

Dzisiaj post o pielęgnacji jamy ustnej. Czy są tutaj jakieś aparatki? Ja noszę aparat ortodontyczny od początku sierpnia 2017 roku, od tej pory moja pielęgnacja zębów ogromnie się zmieniła. Wcześniej wystarczyła mi zwykła pasta do zębów, szczoteczka i jakiś płyn do płukania jamy ustnej. Co się więc zmieniło?

Dodałam do swojej pielęgnacji jamy ustnej irygator PANASONIC EW 1211, który zakupiłam  w sklepie internetowym HappyDental KLIK, staram się go używać codziennie, ale nie zawsze mi się to udaje. Jest to wersja travel, lekka i poręczna. Produkt nie musi być do niczego podłączony, zawiera w sobie akumulator, który ładujemy przy pomocy ładowarki indukcyjnej. Irygator jest na prawdę godny polecenia i nie zamieniłabym go na irygator domowy, który jest na prawdę duży, nieporęczny i drogi. Cena mojego urządzenia to 179 złotych, w przypadku irygatora stacjonarnego to koszt 300 - 700 złotych


Pasta do zębów, którą lubię często zmieniać, zazwyczaj wybieram blend-a-med 3D white. Czasem jednak decyduje się inne pasty takie jak, np. Elmex czy Colgate. Zazwyczaj mam kilka past i używam ich na zmianę.


Do mojej pielęgnacji wprowadziłam również proszek do mycia zębów Eucryl, używam go kilka razy w tygodniu, dzięki niemu na zębach nie osadza się kamień nazębny, co w przypadku noszenia aparatu jest częstym problemem. "Pasta" w proszku delikatnie wybiela zęby, świetny produkt dla każdego!


No i oczywiście czymś te zęby musimy umyć, od grudnia moją szczoteczką jest szczoteczka soniczna SEYSSO BASIC EDITION, którą zakupiłam również w HappyDental KLIK. Wcześniej używałam najzwyklejszej szczoteczki elektrycznej VITALITY Braun Oral B. Niestety miała już dwa lata i przy szczotkowaniu zębów kilkakrotnie na dzień co 3 dni musiałam ją ładować, co sprawiało mi problem. Obecną szczoteczkę ładuje raz na 5 tygodni! Wyobrażacie to sobie? :D Cena szczoteczki to ok. 230 - 250 złotych. Główki wymienne to koszt ok. 40 złotych/ za 2 sztuki.


Wyciorki, wyciorki i jeszcze raz wyciorki, a więc to co każda aparatka mieć powinna! Gdy nie używam irygatora (z lenistwa lub dlatego, że jestem poza domem) z pomocą przychodzą właśnie one. Mam ich dość sporo, zakupione na jakiejś promocji drogerii Rossmann (w regularnej cenie paczka kosztuje 19,99), wyciorki DenTek są na prawdę porządne nic się z nimi nie dzieje i lubię je używać. Posiadam również tańsze wyciorki Prokudent, które też są jak najbardziej w porządku.


 Lustereczko, które jest na prawdę fajnym gadżetem! Zamówiłam je na Aliexpress za grosze, przyszło do mnie dość szybko i sprawdza mi się bardzo dobrze. Następnym niezbędnikiem jest specjalna nić dentystyczna do aparatów ortodontycznych, chociaż nie mam do niej cierpliwości to staram się nitkować zęby ;)


Płyny do higieny jamy ustnej zużywam litrami, takie płyny jak Colgate czy Listerine (zero) są u mnie niezbędnikiem i nie wyobrażam sobie, gdyby mi ich zabrakło! Dodatkowo zakupuje u swojego ortodonty Tactisept, którego lubię używać na noc. Fajnie się sprawdza, chociaż ma niezbyt miły smak i strasznie się pieni w ustach.

  

A co w mojej torebce?
W mojej torebce zawsze znajduje się mała kosmetyczka, która zawiera: składaną szczoteczkę, mini pastę do zębów, malutki płyn do płukania jamy ustnej, nić dentystyczna oraz wyciorki.


Dodatkowymi akcesoriami, ale nie mniej ważnymi są woski. Posiadam je różne, zarówno te silikonowe jak i zwykłe czy nawet zapachowe.  Na początku noszenia aparatu były mi one bardzo potrzebne, bo robiły mi się ranki od wewnętrznej strony policzek, wtedy na raniący nas zamek naklejamy kuleczkę wosku i po kłopocie. Na szczęście to już za mną, ale w pogotowiu zawsze lepiej mieć jakiś wosk. Niezbędne są również tzw. wyciągi, czyli gumeczki które muszę zakładać po każdym myciu zębów na nowe. Zakładam je na specjalne haczyki, które mam przymocowane do zamków.


Przyzwyczaiłam się już do aparatu ortodontycznego, do łuku podniebiennego również da się przyzwyczaić (bo taki nosiłam przez 6 miesięcy), został mi on już ściągnięty przy okazji marcowej wizyty. Na dole przedstawię Wam zdjęcie moich zębów ;)

Jeśli macie jakieś pytania odnośnie aparatu to chętnie na nie odpowiem, napiszcie również czy interesuje Was ten temat? 

Pozdrawiam,
Aga

INSTAGRAM

Pomadka płynna Kat vond D (recenzja KLIK)

Shinybox - Love

Shinybox - Love

 Witam Was Wszystkich!

Zdecydowałam się na zakup swojego pierwszego shinybox, skusiła mnie promocja, którą wyczytałam na jednym z blogów, w cenie 39 złotych + 10 złotych kurier otrzymałam 2 box-y. Sądzę, że jest to świetna oferta, gdy chcemy przetestować różne nowe marki, a przy okazji zawsze to jakaś niespodzianka jakiego box-a otrzymamy (box-y zostały wysłane losowo). Na razie nie zdecydowałam się na subskrypcję box-a, ale kto wie. Pierwsze pudełko jakie otrzymałam to wersja Love - jak się domyślam jest to lutowe pudełko.


Pierwszą rzeczą są tabletki na odchudzanie. No nie wiem czy shinybox sugeruje nam, że mamy zadbać o swoją kondycję na wiosnę i lato? Chyba tak! Wiadomo, że wiosną wiele dziewczyn decyduje się na diety i ćwiczenia by zgubić do lata kilka zbędnych kilogramów po zimie. Sądzę, że shinybox stwierdził, że nam to ułatwi. ;) Tabletki kosztują według shiny 60 złotych, co dla mnie było ogromnym szokiem. Szczerze nie mam pojęcia ile takie tabletki mogą kosztować, bo nigdy takich nie używałam. Czy będę je zażywać? Raczej powędrują do mojej bratowej, która pewnie się z tego prezentu ucieszy. Ja nigdy nie miałam przekonania do suplementów diety, chyba przez pewną lekcję chemii i pana który skutecznie zniechęcał do przyjmowania takich tabletek. Niemniej jednak te tabletki z tego co zdołałam się dowiedzieć mają nawet dobry skład, także jeszcze się zastanowię co z nimi zrobię.
Kolejny produkt to ochronny krem do rąk 2 w 1, który ma zadanie antybakteryjne oraz nawilżające. Mimo tego, ze nie jest to drogi produkt, to cieszę się z tego kremu, gdyż takie połączenie może być skuteczne. Wszystkie żele antybakteryjne, które miałam okazje testować bardzo wysuszają dłonie, w tym przypadku ten problem ma być zażegnany, ale czy na pewno? Okaże się przy okazji testów.


 Kolejnymi rzeczami są maseczki! Bardzo cieszę się z tych produktów i obie z nich chętnie przetestuje. Uwielbiam maseczki w płachcie, a jeśli będzie ona tak działać jak wygląda jej opakowanie to zapowiada się interesująco. Co do drugiej maseczki - posiadam cerę naczynkową, także ten rodzaj maski idealnie wpasuje się w mój rodzaj skóry.


 Produkt następny jaki mi się trafił to szampon regenerujący do włosów suchych i łamliwych. Moje włosy ostatnio potrzebują odpowiedniego nawilżenia, chętnie więc przetestuje ten szampon i dam Wam znać jak sprawdza się u mnie.














Pomadka w płynie  z pewnością spodoba się nie jednej dziewczynie, niestety w moje gusta nie trafiła. Ten kolor na ustach wygląda blado, przy mojej dość jasnej karnacji, niepokojąca jest również formuła pomadki, która na ustach dziwnie się rozwarstwia. Z pewnością nie będzie to mój ulubiony produkt z tego box-a.


Przyszła pora na próbki, czyli dwa kremy - ze śluzem ślimaka, który chętnie przetestuje oraz krem przeciwzmarszczkowy, którego raczej nie przetestuje i za bardzo nie mam komu go podarować ;)
Kolejne próbki, czyli zestaw dla cery normalnej i mieszanej zawierający emulsję nawilżającą oraz tonik nawilżający, obie buteleczki mają 5 ml. Jest to opakowanie, które powinno wystarczyć na jeden raz.


Podsumowanie:
Box zawiera dużo ciekawych produktów, które z pewnością przetestuje. Najbardziej z całego pudełka zadowolona jestem z maseczek oraz szamponu, z tabletek raczej nie skorzystam, a pomadce w płynie podziękuje - u mnie niestety się nie sprawdziła. Krem antybakteryjny zużyje, bo na pewno się przyda, tak samo jak próbki.

Subskrybujecie pudełko Shinybox? 
A może polecacie jakiegoś innego BOX-a dostępnego na rynku?

Buziaki,

Aga

INSTAGRAM

BingoSpa - OpenBox i pierwsze wrażenie

BingoSpa - OpenBox i pierwsze wrażenie


 Witam Was Wszystkich!

W ten weekend wybieram się na studia, zarówno w sobotę jak i w niedzielę, także zapowiada się pracowity weekend. ;) A jak wy spędzacie ten weekend?
Dzisiaj post o dość znanej marce BingoSpa , wcześniej nie miałam przyjemności korzystać z ich produktów, także z ogromną przyjemnością podjęłam się testów tych kosmetyków!

"BINGOSPA to producent kosmetyków, importer surowców oraz marka kosmetyczna obecna w kilkunastu krajach, która istnieje od 1988 roku i oferuje ponad 500 kosmetyków.  (...) W kosmetykach BINGOSPA znajdują się głównie surowce naturalne, ekstrakty roślinne i niespotykane kompozycje zapachowe z całego świata.  Kosmetyki BINGOSPA wytwarzane są nowocześnie, z uwzględnieniem światowych trendów i z wykorzystaniem stale prowadzonych badań laboratoryjnych. Łączą w sobie ducha natury, wiedzę i wieloletnie doświadczenie oraz współczesne wymagania dotyczące jakości produkcji i bezpieczeństwa. BINGOSPA wykorzystuje alternatywne źródła energii i wprowadza wyjątkowy w skali światowej projekt korzystania wyłącznie z odnawialnych źródeł energii."
 Pierwszy produkt jaki wybrałam to krem wyrównujący koloryt do cery naczynkowej. Posiadam dość suchą cerę naczynkową, także mam nadzieję, że ten krem mi się sprawdzi. Produkt ma dużą pojemność, więc z pewnością będzie bardzo wydajny. Za cenę 33 złotych otrzymujemy 135 gram! Świetną sprawą jest to, że produkt posiada pompkę przez co aplikacja staje się przyjemniejsza, to duży atut przy długich paznokciach. ;)

Producent: "Dzięki precyzyjnej formule i specjalnie dobranym, naturalnym składnikom aktywnym ze szczególnie podkreśloną zawartością ekstraktu z kasztanowca i witaminy C, krem wyrównujący koloryt BingoSpa działa na miejsca z widocznymi zmianami, wzmacnia i uszczelnia ścianki naczyń krwionośnych, jak również zapobiega ich pękaniu i rozszerzaniu się. Krem BingoSpa zawiera również wyciągi z aloesu, lnu i rumianku."
Potrzebowałam czegoś do nawilżenia dłoni, postawiłam więc na balsam do dłoni o zapachu brzoskwini. Balsam użyłam już kilka razy, jego zapach jest obłędny. Produkt pachnie pięknie, a skóra po jego zastosowaniu jest nawilżona. Opakowanie tak jak poprzednik ma pompkę, co jest dla mnie ogromnym plusem. Minimalistyczne opakowanie ładnie się prezentuje, dlatego też produkt dumnie stoi na mojej szafce nocnej przy łóżku . Cena balsamu to 14,50 zł/135 gram.

Producent:"Balsam BingoSpa rozprowadza się równomiernie i szybko wchłania, delikatnie natłuszcza skórę nie pozostawiając nieprzyjemnego uczucia lepkości. Tworzy dyskretny film chroniący warstwę lipidową, dzięki czemu skóra dłoni staje się elastyczna, miła w dotyku i brzoskwinią kusząco pachnąca."
Uwielbiam używać na noc naturalne oleje, a że mój z pestek truskawek już się kończy, postanowiłam spróbować tym razem czegoś innego. Olej z pestek moreli to kolejny produkt na jaki się zdecydowałam, zdążyłam go już użyć na włosy, paznokcie oraz twarz. Zapowiada się pozytywnie! Cena olejku to 13,50 zł/30ml. 

Producent: "Olej z pestek moreli BingoSpa głęboko nawilża i odżywia skórę, ściąga rozszerzone pory. Poprawia jędrność, elastyczność, napięcie zmęczonej skórze. Zapobiega powstawaniu zmarszczek."

 Maska do włosów to coś czego potrzebują moje włosy! Pokładam wielkie nadzieje w tej masce, gdyż po ostatnim rozjaśnianiu u fryzjera moje włosy stały się jeszcze bardziej suche. Maska ma troszkę dziwną konsystencję, myślałam że będzie bardziej gęsta. Za pojemność 1000 gram zapłacimy 34,50 zł.

Producent: "Profesjonalna formuła: keratyna, olej arganowy, śluz ślimaka i ekstrakt z jogurtu BingoSpa do kompleksowej regeneracji włosów suchych i łamliwych. "
Podsumowanie:
Marka BingoSpa wywarła na mnie pozytywne wrażenie, na pierwszy rzut oka produkty wydają się być na prawdę warte przetestowania.

Używaliście już produkty BingoSpa? Które z nich według Was są warte uwagi?



Buziaki,
Aga

INSTAGRAM
Copyright © 2016 Makijaż Agi , Blogger